Świątek zapłaci za swoje zachowanie? Ekspert broni Polki

Ekspert od zagadnień polityki i sportu nie rozumie, skąd dyskusja o powrocie Rosjan i Białorusinów na areny międzynarodowe. – Co się zmieniło od roku? Przecież rakiety nadal spadają na ukraińskie miasta i zabijają cywilów – mówi Michał Banasiak.

Z wielkich gwiazd światowego sportu tylko Iga Świątek uparcie przypomina światu o walczącej Ukrainie. Polka od początku rosyjskiej agresji, która nastąpiła rok temu, rozgrywa mecze z żółto-niebieską wstążką na czapeczce. – Widać, że wojna spowszedniała – ocenia Michał Banasiak, ekspert Instytutu Nowej Europy od polityki i sportu. – Niestety, to taka ludzka ułomność, że potrafimy z czasem przyzwyczaić się nawet do najgorszego.

Ekspert w rocznicę wybuchu wojny w Ukrainie tłumaczy też, o której grupie Rosjan zapomniał świat sportu podczas nakładania sankcji za barbarzyński atak.

Michał Banasiak, Instytut Nowej Europy: To, co robi Świątek, jest szlachetne i godne największego podziwu. Ale rozumiem sportowców, którzy nie zabierają głosu, bo albo kiedyś grali w Rosji, mają tam znajomych, albo są świadomi, że kiedyś może to być ich obciążeniem marketingowym, gdy rynki w Rosji znowu się otworzą. Bądź zwyczajnie uważają, że wojna to nie ich sprawa.

Czy zatem można powiedzieć, że Iga jest nierozważna, bo nie zachowuje tej marketingowej ostrożności co inni?

Ja bym powiedział, że jest wyrazista i jest to dla niej najważniejsze. Kwestie związane ze światopoglądem są dla niej na pierwszym planie.

Wojna nam spowszedniała. Taka już ludzka ułomność, że potrafimy przyzwyczaić się nawet do najgorszego. Z jednej strony dlatego może brakować gestów dla Ukrainy. Natomiast wyobrażam też sobie, że mogą one nie być na rękę sponsorom, którzy liczą na powrót na rosyjskie rynki po wojnie. To bardzo mocno wybrzmiewa przy okazji ewentualnego bojkotu igrzysk olimpijskich w Paryżu. Kilkanaście krajów, w tym Polska, grozi niewysłaniem zawodników na tę imprezę w przypadku dopuszczenia do startu zawodników Rosji i Białorusi.

W Polsce, krajach bałtyckich i nordyckich, wojna jest nadal żywo odbierana i powszednieje wolniej. Ale w Hiszpanii, Ameryce Południowej czy Afryce wojna stała się już ciekawostką na paskach telewizji informacyjnych. Wszystko jest kwestią tego, jak daleko jest się od frontu.

Nie wykluczam, że w marcu podczas meczów eliminacji Euro 2024 polscy piłkarze zdecydują się na gest solidarności z Ukrainą. Zresztą, trzeba rozróżnić gesty reprezentacji od gestów klubów. Z punktu widzenia Barcelony czy Juventusu wojna nie jest czymś na tyle istotnym, by zakładać opaski lub koszulki. Choć przed meczami europucharów wciąż mamy banery z napisem “pokój”. Jak przed meczem Lecha z Bodo.

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here